Well done!
A temu Panu gratulujemy. Bo przypomina, że chcieć, znaczy móc.
Hardcoded thoughts… mostly in C# or php
A temu Panu gratulujemy. Bo przypomina, że chcieć, znaczy móc.
Podczas prac nad pewnym projektem, w którym mam wątpliwą przyjemność uczestniczyć, pojawił się ostatnio problem konieczności wywoływania kodu JS przy każdym wejściu na stronę. Rozwiązanie samo się nasuwa - onLoad w body. Ważne jednak było, by funkcja ta wywoływała się również przy cofaniu do strony poprzedniej, nie tylko przy ponownym wywoływaniu. Twierdziłem, że to jest niemożliwe, znajomy - że jak najbardziej. Okazało się, że obaj mieliśmy rację. W niestandardowej przeglądarce, jaką bez wątpienia jest Internet Explorer (w wersji 6.0), komendy zawarte w onLoad wykonywane są przy każdym wejściu na stronę, bez względu na to, czy było to ponowne wywołanie, czy użycie np. history.back(). U reszty (czyt FF 1.5, O9) onLoad wywoływane jest tylko podczas przeładowania strony, a zatem TYLKO raz. Najgorsze jest to, że to właśnie zachowanie IE jest w tym konkretnym przypadku jak najbardziej wskazane. Jak podobny efekt osiągnąć w FF/O - nie mam pojęcia.
Początek tworzenia nowej zabawki - serwisu studenckiego Politechniki Poznańskiej. Na razie na etapie szukania chętnych do pomocy i promowaniu w googlu ;)
Wszystkich, którzy mają coś wspólnego z PP zapraszam na eput.info
Jakoś niespecjalnie ostatnio miałem czas na cokolwiek. Pod koniec czerwca rozkoszowałem się trójcą studia-praca-sesja, którą o dziwo udało mi się całkiem nieźle przeżyć. Najważniejsze, że udało mi się udowodnić samemu sobie, że praca nie przeszkadza mi w studiowaniu - sesja została zaliczona pomyślnie, za pierwszym podejściem. Głupio przyznać, ale chyba po raz pierwszy podczas mej kadencji na PP. Sesja się skończyła, wróciłem do pracy - w nowej firmie jak i na specjalne życzenie profesora, który zażyczył sobie niemożliwego. My na szczęście tak nie do końca mieliśmy pojęcie, że zadanie zlecone nam jest niemożliwe do wykonania i je… zrobiliśmy. Trocę pokątnie, ale działa. Najważniejsze. I jakoś tak czas zleciał, że nawet właściwie nie zauważyłem, że na uczelnie chhodzić nie muszę, jakieś wakacje się zaczęły itp. Zasadniczo gdyby nie pogoda, pewnie bym nawet nie spostrzegł, że lato mamy. Bo tak prawdę mówiąc to wolne trochę bardziej mam od wczoraj. Co nie przeszkadza mi we wracaniu z pracy najwcześniej o 19. Na szczęście sprawia mi to sporo frajdy, co zdecydowanie pomaga w wytrwaniu. Teraz, gdy czasu teoretycznie będzie więcej mam zamiar zrobić coś w związku ze swoimi licznymi genialnymi projektami oraz inżynierką, za którą wypadałoby się zabrać w końcu. Ale to dopiero po weekendzie. Jutro bowiem mam zamiar odciąć się od świata, pojechać ze znajomymi do puszczy i zbudować… tratwę ;)
Niektóre newsy ze slashdot.org totalnie mnie rozwalają. Do takich należy również ten o wynalezieniu (w właściwie genetycznym zmodyfikowaniu) hypoalergicznych kotów. Ojoj… ;)
Koło naukowe Atena ma przyjemność zaprosić na serię trzech wykładów poświęconych tworzeniu aplikacji internetowych. Posłuchać będzie można o bezpieczeństwie konfiguracji LAMP, pojawi się Ruby oraz bardzo ciekawe zastosowanie technologii AJAX.
Wykłady odbędą się w piątek, 2 czerwca 2006r, w godzinach 17.30-20 w Centrum Wykładowym Politechniki Poznańskiej.
Wszystkich zainteresowanych uprzejmie prosimy o wcześniejszą (darmową) rejestrację na stronie wdd.kn-atena.org
Serdecznie zapraszamy.
O tym, że GyGy śmierdzi parówą, wielu wiedziało od dawna. Ale co z tego, skoro jest to ciągle (i długo jeszcze na pewno będzie) najpopularniejszy komunikator w .pl. Jednak wraz z nowym regulaminem (patrz na linux.pl i na gadu-gadu.pl) sytuacja może wreszcie zacznie się zmieniać. Szczególnie, gdy Tlen.pl powie, że gygy zabrakło tlenu, Stefan pokaże swoje 4 litery, a konnekt stwierdzi, że z gygy to on nie konnekt. Zastanawiam się tylko, czy to głupota panów z gygy, czy też w pełni przemyślany krok.
Może i jestem niedokształcony ignorant, ale gdy doktorant daje mi pracę do zapoznania się o tytule: “Empiryczne dowody wirtualizacji przedsiębiorstw”, tona prawdę zaczynam się zastanawiać, czy ja na pewno na dobrych studiach jestem…
Ja nie bardzo rozumiem jak to się dzieje, że pracy najwięcej jest w okresie (przed-) sesyjnym. Ostatnio marudziłem na brak jakiś bardziej konstruktywnych zajęć, zwłaszcza tych, za które byłyby jakieś pieniądze. A teraz? Wysyp. W ciągu ostatnich dwóch tygodni dostałem dziś już 3 propozycję współpracy, chociaż przyjąć teoretycznie mogę (na chwilę obecną) tylko jedną. Dodatkowo na uczelni kilka zaległych projektów. I to takich bardziej konkretnych niestety. Czasu oczywiście brak, więc norma. Cóż, będę próbował to jakoś pogodzić, ale zachwycony obecnym obrotem spraw też nie jestem. Choć nie narzekam :)