Religia
Na samym wstępie - nie, temat nie jest kontrowersyjny, trolić też nie mam zamiaru ;)
Osobą wierzącą zdecydowanie nie jestem. Ot, młody, zbuntowany ateista, jakich teraz wielu. Wydaje mi się jednak, że jednak coś mnie wyróżnia - nie staję się nagle bogobojny, gdy wymaga tego sytuacja, specjalnie ze swoimi poglądami też się nie obnoszę (tja…). Jest coś jeszcze - lubię wiedzieć “o so cho”, coby móc bluźnić inteligentnie i mieć w zanadrzu kilka argumentów.
Zupełnie nie o tym chciałem jednak pisać, samo tak wyszło. Jakiś czas temu ukazała się “Religia” Tima Willocksa 0 książka raczej historyczna, gdzie jednak trafiają się pewne przemyślenia o istocie religii. Książkę dorwałem, czytać zacząłem, i jak to zwykłem robić - odkładam codziennie wieczorem na szafkę nocną, gdy czytanie zakończę. Powoli dochodzimy do sedna… Zaskoczyła mnie ostatnio reakcja znajomego, który w domu mym się pojawił. Zobaczył książkę, przeczytał tytuł raz, później drugi by się upewnić, spojrzał na mnie wymownie pytającym wzrokiem i zapytał mało grzecznie: “Religia? Co ty k* czytasz?”. W całej tej sytuacji, najbardziej dała mi do myślenia ta reakcja - czy religia zaczęła się już u nas kojarzyć z czymś złym, moherem podszytym? Albo jesteś osobą wierzącą, najlepiej fanatykiem, albo ateistą, wykształciuchem popierającym planowanie rodziny i seks z, o zgrozo, zabezpieczeniami? Przecież to się robi chore powoli. Najgorsze wydaje mi się to, że religia kojarzy się już jednoznacznie z chrześcijaństwem (w najlepszym przypadku) oraz cotygodniowymi nasiadówkami z księdzem/katechetą w podstawówce / gimnazjum / liceum. Gdzie tu miejsce na islam, judaizm, czy niedajboże podszyty pogańskimi rytuałami buddyzm? Zresztą, powoli w tym kraju każda religia inna niż katolicyzm będzie nosiła znamiona satanizmu, a co za tym idzie powinna być traktowana na równi z faszyzmem.
Wydaje mi się też, że powoli w tym chorym narodzie, szczególnie wśród młodych, pojawia się rodzaj fanatyzmu - nie można być bez zdania. A nawet jeśli już ktoś jakieś zdanie ma, to siedzi zwykle cicho, podczas gdy jeden bluźni, a reszta pseudo-wierzących przytakuje mu w co drugim zdaniu, śmiejąc się do rozpuku. Co oczywiście w zupełności nie przeszkadza w tym, że w niedziele pójdą grzecznie z rodziną do kościoła. Przykre wydaje się to, że podczas gdy ten jeden innowierca gada głupoty, nikt inny nie potrafi mu udowodnić, że jest w błędzie. Bo wiedza o jego/jej religii, która jest wpajana sukcesywnie od dziecka, gdzieś ginie. I tak na prawdę nikt nie wie, co i jak.
Pewne rzeczy po prostu przestaję już rozumieć.

10przykazan.com
Czyste kościoły, brudne sumienia… Ateiści mający więcej wiary niż gorliwi chrześcijanie i gorliwi chrześcijanie mający w sobie więcej nienawiści do świata i bliźnich niż sataniści wycinający sobie na rękach pentagramy. “Jasne że wierzę, kurwa, w Boga”.