ech… wakacje powiadacie?
Jakoś niespecjalnie ostatnio miałem czas na cokolwiek. Pod koniec czerwca rozkoszowałem się trójcą studia-praca-sesja, którą o dziwo udało mi się całkiem nieźle przeżyć. Najważniejsze, że udało mi się udowodnić samemu sobie, że praca nie przeszkadza mi w studiowaniu - sesja została zaliczona pomyślnie, za pierwszym podejściem. Głupio przyznać, ale chyba po raz pierwszy podczas mej kadencji na PP. Sesja się skończyła, wróciłem do pracy - w nowej firmie jak i na specjalne życzenie profesora, który zażyczył sobie niemożliwego. My na szczęście tak nie do końca mieliśmy pojęcie, że zadanie zlecone nam jest niemożliwe do wykonania i je… zrobiliśmy. Trocę pokątnie, ale działa. Najważniejsze. I jakoś tak czas zleciał, że nawet właściwie nie zauważyłem, że na uczelnie chhodzić nie muszę, jakieś wakacje się zaczęły itp. Zasadniczo gdyby nie pogoda, pewnie bym nawet nie spostrzegł, że lato mamy. Bo tak prawdę mówiąc to wolne trochę bardziej mam od wczoraj. Co nie przeszkadza mi we wracaniu z pracy najwcześniej o 19. Na szczęście sprawia mi to sporo frajdy, co zdecydowanie pomaga w wytrwaniu. Teraz, gdy czasu teoretycznie będzie więcej mam zamiar zrobić coś w związku ze swoimi licznymi genialnymi projektami oraz inżynierką, za którą wypadałoby się zabrać w końcu. Ale to dopiero po weekendzie. Jutro bowiem mam zamiar odciąć się od świata, pojechać ze znajomymi do puszczy i zbudować… tratwę ;)

10przykazan.com
To dzisiejsze pokolenie… Dobrze, ze jedziesz do puszczy, tylko nie zapomnij - nie uzywaj ognia….
A podobny objaw zauważyłem u siebie. Jak zacząłem pracować na studiach, to zaraz mi średnia podskoczyła na 4.5. :)
neee… wakacje? konsola, dobra gra, coś zimnego pod bokiem i jazdaaaa! :)