gentoo (de)installer
Graficzny instalator Gentoo zdecydowanie ma szanse wywołać pewne zamieszanie. Wiele osób bowiem uważa, że instalacja jest najtrudniejszym krokiem przy przesiadaniu się na ten system (co nie do końca jest prawdą - gentoo ma rewelacyjnego handbooka, który prowadzi, dosłownie, krok po kroku). Doszedłem do wniosku, że taką zabawkę muszę wypróbować, zwłaszcza, że od pewnego czasu rozważałem zrezygnowanie z PLD na rzecz właśnie gentoo. Po włożeniu LiveCD system się w pełni poprawnie uruchomił, wykrył ustawienia sieciowe, zapowiadało się ciekawie. Do czasu. Graficzny instalator może i jest, ale… no właśnie. Są dwa “ale”.
- Instalator jest ciągle testowy i ma wiele błędów, o czym jednak dowiedzieć się można dopiero po zaklikaniu w FAQ (swoją drogą tekst “- Is the installer done? - No, it will be done when it’s done.” niespecjalnie mnie śmieszy…) - informacja ta po mojemu powinna być podana kilka razy, by mieć pewność, że do każdego dotarła.
- Instalator w rzeczywistości… nie działa. Wypieprza się w najróżniejszych momentach (o dziwo wersja gtk jest dużo stabilniejsza od konsolowej) i (w moim przypadku) nie był w stanie (mimo kilku prób) przeprowadzić instalacji do końca. Tym się jednak nie zraziłem, zawsze przecież można ściągnąć minimal cd i zainstalować system ręcznie. I gdy już się do tego zabierałem, zauważyłem, że instalator (po swym ostatnim wywaleniu się) poprzestawiał mi tablicę partycji delikatnie i ta najważniejsza, bo z dokumentami wszystkimi, powiedziała “papa”. 10GB ważnych danych do piachu. Kopia bezpieczeństwa na szczęście jest (fakt, sprzed miesiąca, for fuck’s sake) - wielu jednak takowej nie robi, a zdziwić się zdecydowanie można - bo wyparowująca partycja to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.
Zatem instalator, który miał być mała rewolucją okazał się wielkim niewypałem, co popularności gentoo pewnie nie przysporzy. A wszystkim, którzy mają zamiar z tegoż skorzystać - zdecydowanie radzę - poczekajcie jeszcze pół roku, może wtedy sytuacja się zmieni. Albo po prostu przeznaczcie na zabawę pusty dysk - coby strat nie było żadnych.

10przykazan.com
Powiem tak: jeśli używasz PLD jako desktopa, podaruj sobie przesiadkę na Gentoo. Straszny ból w tyłku szczególnie jeśli masz zwyczaj często zmieniać bebechy albo stawiasz go na laptopie. Każda zmiana w systemie łączy się z przebiciem przez minimum 3 konfigi i restartowanie usług. Faktycznie, system przez to jest bardziej elastyczny, ale niesamowicie non-foolproof. Jedna literka w konfigu źle - bach i nie chodzi. Uważam jednak, że mimo swoich wad Gentoo jest świetnym systemem - świetnie się sprawdza na moim domowym routerze / virtual serwerze, którego podstawowe usługi okazały się banalne do skonfigurowania. Blisko 300 dni uptime’u o czymś świadczy :)
add-on: instalator graficzny do gentoo? PROFANACJA!!!
Bo gentoo instaluje sie raz na cale zycie ;]
Swoją drogą.. ja sie boje instalatorów.. i jesli tylko moge ich unikam - nie mam zaufania do czegoś co robi cokolwiek “za mnie” :)
(wiem, wiem.. gentoo byloby popularniejsze,, gdyby mialo klikalny instalator typu mandrejkowy etc… ale mi to obojetne.. i tak nigdy z takiego nie skorzystam :) )
Dzięki! Już miałem spróbować. :-D
raz siadłem z ciekawości do instalacji gentoo. raz. uzbrojony w instrukcję wydrukowaną wcześniej i dla pewności jeszcze z dwa jakieś faq pobrałem. od tej pory już nie zerkam nawet z ciekawości co tam się w tej dystrybucji wyprawia. dla maniaków linuksa to pewnie świetna zabawa. dla po prostu chcących mieć przyjazny i pracujący system w 15 minut od pobrania obrazu płyty - absolutne nieporozumienie.
uważam, że to dobrze. cieszy mnie ta róznorodność: znajdzie się coś i dla laików, i dla ekspertów. nie cierpię tylko gentoowego zacietrzewienia (oj tak, jest takowe), że to najlepsza dystrybucja linuksa pod słońcem. być może. dla mnie jest nieprzysiadalna a to oznacza tylko jedno: kosz.
taki instalator zdecydowanie się przyda. dajmy chłopakom trochę czasu i być może już niebawem :) poznam uroki tej dystrybucji. póki co jednak mówię pass i pozostaje wierny swojemu ubuntu.
Ja powiem w temacie Gentoo tylko jedno: Gooooo Ubuntu!
;)
Ja, zupełny linuksowy laik, dałem radę zrobić działający system z S2 (używając handbooka), później chwilę się z nim bawiłem (przemieliłem sobie GNOME’a, przemieliłem KDE, FluxBoxa, ICE-WM’a chyba też), po czym jeden update globalny tak mi go sFUBARował, że nie byłem w stanie naprawić (,,tu ma być Alderaan.. znaczy się Portage, a jest pusta przestrzeń”). Od tej pory preferuję systemy plug&play.
liDEL dokładnie … Moje Gentoo działa bez zarzutu już od prawie 3 lat. Wciąż jest to ta sama instalacja i wciaż mam porządek w systemie. To mi się podoba. Fakt np. na laptopa się być może nie sprawdzi. Bo niektórzy chcą mieć system do działania, a nie do dłubania. Ja akurat po części jestem innym osobnikiem i uwielbiam wiecznie coś konfigurować i zmieniać.