linux for human beings
Już ponad miesiąc minął od chwili, kiedy to listonosz przyniósł przesyłkę z płytkami z Ubuntu. Płytki jednak tak sobie ot, leżały, bo albo byłem w wojsku, albo miałem coś lepszego do roboty. Faktem także jest, że niezbyt optymistycznie do niego podchodziłem, a same CD zostały zamówione tylko dlatego, że rozdawali je… gratis. Trochę głupio. Jednak jako, że wczoraj miałem do napisania pewien projekt, wziąłem się za instalacje Ubuntu, byle tylko nie pracować i tłumacząc sobie, że tak właściwie to nie marnuje czasu. Ugh, bullshit. Zresztą mniejsza. Dziś, po jakiś 24 godzinach zabawy z tymże systemem muszę stwierdzić, że obok Gentoo jest to najlepsze distro, z jakim się spotkałem. Niby to wariacja na temat pakietowego Debiana, jednak dzięki temu, że podczas instalacji system wykrył u mnie poprawnie (s!c?) cały sprzęt, stawia go w klasyfikacji o wiele wyżej. Miło, że wreszcie dane mi było się spotkać z Linuxem, który robi się user-friendly i nie wymusza grzebania w plikach konfiguracyjnych.

10przykazan.com
ale grzebanie is fun! ;]
Jako, że to ty jesteś propagatorem hasła "anal power" takie komentarze, jak ten w/w, są co najmniej dwuznaczne :)
rotfl, ;] mialem na mysli grzebanie w konfigach ;>
lepiej się na jabba zgłoś, bo mam sprawę ;]
Wszystkie nowe distra posiadające liveCD (Knopiksy chociażby) wykrywają wszystko z miejsca. Co nie zmienia faktu, że u mnie grub nie radzi sobie z dwoma dyskami i ubuntu zajmujące mi dysk 40gb mogę sobie dziabnąć tylko chrootem do czasu zapodania lilo. O.
A tak poza tym, to dobry jest. Chociaż jak tylko zacznę pod nim pracować, to apt-get install kubuntu. ;)