Hardcoded thoughts… mostly in C# or php

PJ #1

Dziś, dokładnie o godzinie 24.00 muszę się zjawić w jednostce. Ponownie, po przepustce. Tej pierwszej, tej zaraz po przysiędze. Znaczy więc, że jestem już 100% szeregowym. Ciężko niestety stwierdzić, czy powiniennem się cieszyć, czy wręcz przeciwnie… Mniejsza, póki co jestem zadowolony. Gdyby cały mój pobyt w armii zakończył się właśnie w piątek, kiedy to przysięga miała miejsce, byłbym zdecydowanie zadowolony. Bo te 5,5 tygodnia to trochę za dużo… Ale bądź co bądź, zostało już “tylko” 3,5. Nie jest więc tak źle.
Wycisk od początku dostaliśmy konkretny. Nawet nie przypuszczałem, że w ciągu 40 minut zajęć z W-Fu (tak, takie coś istnieje :P ), można kogoś tak wykończyć. Kilkanaście solidnych i wycienczających ćwiczeń powoduje, że pod koniec wszyscy zapominamy własnych nazwisk, a jedenym marzeniem jest odrobina wody i łóżko, na którym to jednak w ciągu dnia nie wolno ani siedzieć ani leżeć… Po dwóch pierwszych dniach mieliśmy wszyscy zdecydowanie dość tego biznesu, jednak w niedzielę, w dzień wolny, trochę brakowało tej “odrobiny” wysiłku… Bo i to czas zajmuje i kondycję poprawia i sprawia, że nie myśli się o wojsku, tylko szuka resztek sił, by dotrwać do końca. Właściwie to nawet nie wiedziałem, że pewne granice zmęczenia można przekroczyć. Bo gdy wydaje się, że wraz z następnym krokiem będzie koniec i pozostanie tylko leżenie na ziemi, organizm dziwnym trafem dopompowuje tą odrobinę energii, by dobiec do końca. Bywa więc i ciężko, ale zdecydowanie daje się przeżyć i wytrzymać. Częściowo także dzięki ludziom, którzy równierz na kurs szkolenia rezerw trafili. Inteligencji bowiem im często nie brakuje, zamiłowanie do czarnego humoru również, co sprawia, że w wielu absurdach daje się znaleźć pewną cząstkę optymizmu, śmiechu i radości. Jakoś sam tego do końca nie potrafię wytłumaczyć… Na razie mi się podobało, na mały deser jeszcze się zgodzę. A, że przysięga już za nami, teoretycznie powinno być tylko lepiej. I pewnie będzie. Za 5 godzin wsiadam w ekspres do warszawy, stamtąd w autobus do zegrza, by zacząć kolejny męczący tydzień. Heh, nawet mi to już nie przeszkadza. Szeregowy tasiu rusza więc szkolić się dalej, by za… 25 dni wyjść z wojska jako kapral przeniesiony do rezerwy. Nawet dobry plan :)

Comments

  1. Wampirek
    August 28th, 2005 | 13:54

    Bądź dzielny :)

  2. kpr.pchor. Dąbrowski
    August 30th, 2005 | 15:10

    Spoko wodza idzie sie do syfu przyzwyczaić - a szczególnie na KSR. Mnie wzięli i już dawno wypuścili z Torunia. Na początku faktycznie kibel ale później było nawet przyjemnie. Nie pękaj to tylko 5 tygodni.

  3. ka
    September 1st, 2005 | 20:05

    ale jaki umięśniony potem bedziesz!

Leave a reply