Kopenhaga, cz. 2
Trafiliśmy dziś do bardzo fajnej restauracyjki, a właściwie pizzerii. Główny bajer polegał na tym, że za stosunkowo niewielkie pieniądze (49 ddk) można się konkretnie na jeść. Co to znaczy? Że wchodzi się i pobiera kawałki pizzy na zasadzie szweckiego stołu. Od wyboru do koloru. Aż się najesz. Z surówkami i sałatkami podobnie. Wszystko wliczone w cene. Oczywiście poza napojami. No i stało się, kupiłem najdroższe pół litra Sprite’a w swoim życiu. Bo za 0,5 to jeszcze nigdy równowartości 20pln nie zapłaciłem…

10przykazan.com