Krótko i na temat: Polska Krasnoludowa. Uwaga: przy czytaniu nie jeść i siedzieć spokojnie. Nie zastosowanie się grozi opluciem ekranu, bądź spadnięciem z krzesła.
Kocham humor polityczny! :)
o-o
Nie dość, że rano obudziłem się w towarzystwie kaca-demona, który do chwili obecnej nie chce sobie pójść, to jeszcze zaczyna mnie ucho boleć… oj, źle mię dziś.
session_destroy()
No, czyli teoretycznie sesję w tym roku można zdecydowanie zamknąć. Co prawda został jeszcze ten cholerny angielski, ale jakoś już to po mnie spływa. Wczorajsza poprawka przejdzie chyba do historii egzaminów na roku mym, gdyż tylko mnie udała się trudna sztuka rozsypania wszystkich ściąg na podłodze i zgrabne wybrnięcie z całej systuacji - trza było po prostu w porę wyjść zbierając swoją gemelę :). Dobry nastrój i humor zostaną pewnie w najbliższym czasie jednak zniszczone, gdy przyjdą wyniki z tegoż egzaminu - raczej sukcesów nie wróżę, a komis, czy warunek średnio mi się uśmiechają. Ale, jako, że ciągle na PP studiuję, będę walczył, wałki kręcił i załatwiał ile się da na boku. Uda się pewnie, w koncu tego na politechnikach uczą, nie? ;]
miuzik
Tak, podczas nauki trza puścić odpowiednią muzykę. Pewne kawałki wprawiają w pozytywny nastrój, dodają energii. Nie, żeby aż chciało się uczyć, ale… Wraz z lepszym humorem jakoś łatwiej wszystko przyswajam :).
np. O.S.T.R. - Cisza przed burzą
inżynieria oprogramowania - fe…
Zdecydowanie nie lubię swojej anglistki. Zaliczenie zostało przeniesione na bliżej nieokreslony termin, zasady zaliczenia po raz kolejny się zmieniły. Szlag by :/.
Na jutro zaś próbuje ogarnąć inżynierię oprogramowania. Faaaajna sprawa. Tylko ni chuja do łba nie wchodzi. Dla przykładu: czym jest jakość oprogramowania?
Jest to zgodność z jasno określonymi wymaganiami określającymi funkcjonalność i efektywność, udokumentowanymi standardami tworzenia oprogramowania oraz niepisanymi oczekiwaniami wobec każdego rodzaju profesjonalnie tworzonego oprogramowania.
Paskudztwo, znaczy się. Może i bardzo przydatne, nie twierdze, że nie. Nawet sam ma zamiar kiedyś dokładnie kilka książek na podobny temat przejrzeć. Ale na jaką cholerę mi to na drugim roku? Jasno to chyba określiła moja znajoma ostatnio - “zadaniem wykładowcy jest utrudnianie życia studentom”. True. :/
session_regenerate_id();
Za 10 godzin start poprawek, w pierwszej kolejności angielski. I cały czas odnoszę wrażenie, że kobieta chce mnie uwalić, a przynajmniej zmieszać z błotem i upodlić. Nie będę się tu jednak rozwodził nad swym ciężkim losem, bo spokojnie sam sobię dam radę. Jednakże wszelkie słowa otuchy i trzymanie kciuków jutro od 10 byłoby bardzo mile widziane…
let’s get it started
Warunki szefowi nie zostały jednak dziś przedstawione z jednego głównego powodu - zapomniałem :). No nic, zdarza się najlepszym. Może jutro rano uda się jakoś sprytnie, wcześnie wstać, napisać co myślę o całej sprawie i… wysłać. Bez względu jednak na skutki, jakie będzie niósł za sobą ten list, za tworzenie aplikacji się zabieram. Już nawet serwer testowy postawiony został, a i chęci mam sporo. Nic więc chyba nie stanie już na drodze… No, może tylko poprawka w środę. Teraz jednak lulu, rano do książki… i googla. Trza bowiem wynurać jakąś sprytną aplikację to wizualnego tworzenia szkieletu bazy danych, czegoś na wzór tego: DeZign. Najlepiej jednak, by paskud na jakiej darmowej licencji był, bo płacić nie mam zamiaru… Coś takiego, ale z możliwością zgrabnego generowania zapytań dla PostGre. Poszukamy, może się poszczęści… :)
ha, na wszystko znajdzie się paragraf…
Lil’bastards
Po wczorajszej rozmowie z szefem ten ostatni wyraźnie był zmieszany. Pewne warunki zostały przedstawione jasno, pewne wątpliwości wyjaśnione. Nie wiem, czy się zbytnio nie postawiliśmy, jednakże było to chyba wyjście najlepsze z rozważanych. Przede wszystkim daliśmy szanownemu panu do zrozumienia, że możemy odejsć w każdej chwili, co w chwili obecnej byłoby bardzo niepożądane. Stracony przy tym na pewno został pewien poziom zaufania, lecz trudno. Teraz pozostało uzgodnienie z pozostałymi ziomami, co dalej z fantem zrobić, uderzyć ponownie i żyć długo i szczęśliwie. Najbardziej z całego wieczora podobał mi się fakt, że szef, będący symbolicznym myśliwym i żerujący na nas, w ciągu jednego wieczora stał się zwierzyną. Wbity w ziemię, postawiony w sytuacji patowej nie może zbyt wiele zrobic. Takie zagranie va banque po trochu, lecz do stracenia nic nie mieliśmy. Zobaczymy, jak się sprawy dalej potoczą. Ale coś czuję, że spokojnie mogę już zacząć planować aplikację… Fu!
partyja
Partyja Moherowych beretów staje się niestety rzeczywistością. Fakt, śmieszne to to będzie na pewno. Ale problem w tym, że sam mam wątpliwosci, czy śmiać się, czy płakać. Wpierw kretyn, teraz ojciec założyciel. Tego ostatniego chyba po prostu boli, że się do jego Maybacha przypierdolilismy, zatem chce oficjalnie i uczciwie podatników okraść, coby nie było, że to z żebractwa RM.
Comments(2)
10przykazan.com